Stracone pokolenie mistrzów Europy

Tytuł wszystko wyjasnia :)

Stracone pokolenie mistrzów Europy

Postby strateg1 » 2011-07-29, 05:53

Globisz: minimalizm i lenistwo zabijają polski futbol
25 lip, 00:01 Onet.pl

Tomasz Kalemba Onet.pl

Dokładnie dziesięć lat temu reprezentacja Polski do lat 18 pod wodzą Michała Globisza zdobyła mistrzostwo Europy. W składzie byli m.in.
Tomasz Kuszczak, Paweł Brożek i Sebastian Mila. Nawet oni jednak nie mogą o sobie powiedzieć, że zrobili wielkie międzynarodowe kariery. A pozostali? Zginęli w ligowej szarzyźnie. - To było naturalne, że po tak wielkim sukcesie polskich piłkarzy po wielu, wielu latach, spodziewaliśmy się, że oni mogą zawojować świat.
Może nasze oczekiwania były jednak zbyt wysokie - zastanawia się w rozmowie z Onet.pl trener "złotej" drużyny Michał Globisz.

Właśnie mija dziesięć lat odkąd drużyna prowadzona przez pana została w Finlandii mistrzami Europy do lat 18. Pamięta pan dobrze ten
dzień?

- Pamiętam go doskonale i będę chyba pamiętał do swoich ostatnich dni. Tym bardziej, że każdego roku, w rocznicę tego wydarzenia
wysyłam SMS-y do zawodników i kierownictwa ekipy z tamtych czasów.


Ten triumf znów dawał nam nadzieję na lepsze piłkarskie jutro. Przed dziesięcioma laty była wielka radość, ale teraz ogarnia pana chyba
smutek, kiedy patrzy się na mistrzów Europy. Żaden z nich nie stanowi o sile reprezentacji seniorskiej, żaden nie zawojował też świata.

- Można to różnie rozpatrywać. Twardo stąpam po ziemi i zdawałem sobie sprawę z tego, że ci chłopcy na pewno nie będą mistrzami
Europy w wieku seniorów. To zupełnie naturalne, że zaszczytu gry w reprezentacji narodowej - tej dorosłej - może sięgnąć zaledwie kilku zawodników z juniorskiej kadry. Często zdarza się tak, że jest to jeden zawodnik, czasami dwóch-trzech. Spośród moich podopiecznych epizody w reprezentacji Polski zaliczyło chyba dziewięciu piłkarzy. Żaden jednak nie zadomowił się w niej na dłużej. Oczywiście po takim sukcesie oczekiwania są zawsze duże, ale wielokrotnie powtarzam, że ten sukces był trochę dziełem przypadku. Wygraliśmy bowiem jeden turniej. Podstawą tego sukcesu był zgrany kolektyw. Nie mieliśmy jedenastu wyjątkowo uzdolnionych zawodników, typu Lionel Messi czy Cristiano Ronaldo. Wygrali jednak mistrzowski turniej i nikt im tego nie odbierze. Oczywiście, że marzyło mi się, by kilku z tych chłopców było podstawowymi zawodnikami w dzisiejszej kadrze Franka Smudy.

Trochę nie zgodziłbym się z panem. To nie był tak naprawdę jeden turniej. Dwa lata wcześniej sięgnęliście bowiem po wicemistrzostwo
Europy do lat 16.

- Rzeczywiście zgadza się. To była praktycznie ta sama drużyna. To była ekipa stworzona do wygrywania, bo to byli chłopcy z wielkim
sercem do walki. Tworzyli wspaniały kolektyw. Drużyna narodowa była taką wielką rodziną. Ci zawodnicy mobilizowali się na
najważniejsze turnieje i to było ich siłą. Na mniejszych imprezach w kraju i za granicą wcale nie odnosiliśmy sukcesów, kiedy jednak
stawali w szranki na mistrzowskiej imprezie, dawali z siebie wszystko co najlepsze. Znów jednak podkreślę, że to była przede wszystkim
drużyna, a nie ekipa piłkarskich indywidualności.

O wielu zawodnikach z tej złotej ekipy słuch zaginął. Dlaczego tak się stało? Czegoś zabrakło tym piłkarzom?

- Z tej drużyny karierę zakończyło dwóch zawodników. To był mój wspaniały kapitan Marcin Rogalski, który zmagał się z kontuzją,
oraz Łukasz Pachelski. Ten ostatni już kiedy grał w mojej drużynie, borykał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Pozostali nie
zniknęli z boisk piłkarskich, wciąż grają. Chyba nie ma zawodnika, który grałby na niższym poziomie niż pierwsza liga, choć mogłem
kogoś przeoczyć. Oni zatem istnieją, szkoda tylko, że nie ma ich w narodowej drużynie. To było naturalne, że po tak wielkim sukcesie
polskich piłkarzy po wielu, wielu latach, spodziewaliśmy się, że oni mogą zawojować świat. Może nasze oczekiwania były jednak zbyt
wysokie. Za dużo sobie obiecywaliśmy i za duże były marzenia, a realia są takie, że zginęli oni w ligowej szarzyźnie. Bardzo długo można
jednak mówić o przyczynach, dlaczego 18-letni piłkarz zadowala się graniem na poziomie ligowym, a nie rozwija się dalej.

Gdyby jednak pan tak krótko miał opisać to zjawisko? Bo przecież ten przypadek nie dotyczy - tak naprawdę - tylko drużyny prowadzonej
przez pana, ale także każdej innej juniorskiej czy młodzieżowej reprezentacji.

- Powiem więcej. To nie dotyczy tylko piłkarzy, ale w ogóle młodych sportowców, którzy kończą 18 lat. Dla piłkarza okresem decydującym
jest ten pomiędzy 18. a 21. rokiem życia. Kończąc 18 lat i przechodząc do zespołu seniorów, ci chłopcy często wpadają w taką dziurę,
a właśnie wtedy zaczyna się okres decydujący dla ich rozwoju. Albo podnoszą swój poziom i stają się "wielkimi", albo następuje stagnacja
i giną w ligowej szarzyźnie. A przyczyna? Ci chłopcy po prostu nie mają świadomości, że wkraczają w najważniejszy okres dla swojej
kariery. To właśnie w tym wieku trzeba najwięcej zasuwać i dużo pracować indywidualnie. Tylko taką metodą powtórzeniową można
szlifować swój talent. Wielu z nich zaniedbało ten okres. Wielu wpadło w tak zwany okres konsumpcji. Stali się - w cudzysłowie -
mężczyznami i dorosłymi, a dorosły już może sobie wypić piwko, dłużej posiedzieć ze znajomymi. Oni w tym okresie życia już zaczynają
zarabiać. O tym przecież marzyli, a tu nagle dostają niemałe pieniądze. Zaczynają wówczas myśleć o konsumpcji tego wszystkiego, a nie
o karierze. Nie zdają sobie jednak sprawy z tego, że to jest przecież dopiero początek ich sportowej drogi i pierwszy duży schodek do ich
kariery. To właśnie różni naszych młodych piłkarzy od tych na Zachodzie. Nasz futbolista jest zadowolony, kiedy dostaje 20 tysięcy złotych
pensji, a nie zdaje sobie sprawy z tego, że jeśli wykonałby potężną pracę w ciągu trzech lat, tych najważniejszych dla rozwoju, mógłby
otrzymywać 200 tysięcy złotych w zachodnim klubie. U naszych piłkarzy dominuje minimalizm.

Czyli można wywnioskować, że mamy piłkarzy z potencjałem, tylko że tak naprawdę ich minimalizm i poniekąd lenistwo, zabijają nasz
futbol.


- Zgadza się. To taka nasza wada ten polski minimalizm. Oczywiście wielką rolę odgrywają tutaj dwaj trenerzy. Ten, który kończy pracę
z tym 18-latkiem, oraz ten, który go przejmuje w zespole seniorskim. Chodzi o to, że oni muszą uświadomić tego młodego człowieka,
jaki czeka go niesamowicie trudny okres w karierze. Często zawodnicy w tym wieku zmieniają klub, nie mają już opiekunów w postaci
rodziców. Zostają sami. Pojawia się też presja, zaczyna się kontakt z mediami. Pojawiają się też zakusy na alkohol. Zaczyna się też
problem ze szkołą, bo zawodnik stoi przed wyborem - nauka czy piłka. Tych problemów jest ogrom. Ten młody człowiek musi zostać
na coś takiego przygotowany. Jeżeli się temu wszystkiemu podda, zostanie przeciętniakiem. Jeżeli jednak przezwycięży to wszystko i
będzie mocny psychicznie, to jest w stanie osiągnąć naprawdę wiele. To są sprawy czysto mentalne i charakterologiczne.

Spośród tych zawodników, którzy byli na mistrzostwach w Finlandii, karierę zrobił chyba tylko Tomasz Kuszczak. Po kim pan się
najbardziej spodziewał przed dziesięcioma laty, że może osiągnąć coś w futbolu, a jednak mu nie wyszło?

- Wielokrotnie już przytaczałem tutaj nazwisko Łukasza Nawotczyńskiego. Ten znakomity wówczas obrońca wyglądał i grał naprawdę
bardzo dobrze. Miał świetne warunki fizyczne i charyzmę. To był zawodnik, który szedł na walkę. Do tego świetnie grał głową.
Poza tym podczas tego turnieju zdobył dla nas największą liczbę bramek (trzy - przyp. red.). To świadczyło także o tym, że potrafił
zabrać się do akcji ofensywnej. Nie był zatem tylko drwalem, od którego piłka się odbijała. Najlepiej wyszkolonym technicznie piłkarzem
w mojej drużynie był Darek Zawadzki. Wówczas grał w Wiśle Kraków, a wyszedł spod ręki Stanisława Chemicza. Temu zawodnikowi
zabrakło cechy bardzo istotnej w sporcie, a szczególnie w piłce nożnej - szybkości startowej. Takiego typowego odejścia piłkarskiego.
Niestety to właśnie później zaważyło na tym, że trenerzy ligowi nie bardzo dawali mu szansę. Wyjątkowym talentem był lewonożny
Rafał Grzelak. Wydawało się, że zrobi naprawdę wielką karierę.

A kto pana zdaniem wykorzystał swój potencjał?

- Wydaje mi się, że cały czas dobrze rozwija się Sebastian Mila. To zawodnik, który cały czas może walczyć o miejsce w reprezentacji
narodowej. O Kuszczaku już wspominaliśmy.

Sześć lat później, w 2007 roku, prowadził pan jeszcze reprezentację do lat 20 na mistrzostwach świata w Kanadzie. Wygraliście tam
m.in. z Brazylią. Tam też było spore grono fajnych zawodników, z których sporo też nam gdzieś po drodze zginęło.

- Tam nie wywalczyliśmy jednak medalu. Wygraliśmy rzeczywiście mecz z Brazylią i zremisowaliśmy z Koreą Południową. Potem
trafiliśmy na przyszłych mistrzów świata Argentyńczyków. Mieliśmy pecha. Z tej drużyny jednak paru zawodników przebiło się.
Patryk Małecki cały czas uważany jest za bardzo dobrego piłkarza i cały czas ma potencjał na to, by grać w reprezentacji Franka Smudy.
Ostatnio rozmawiałem z Grzegorzem Krychowiakiem. W tej chwili ma bardzo dużą szansę wywalczyć sobie miejsce w podstawowym
składzie Girondins Bordeaux. Rozwija się naprawdę znakomicie. Dla mnie to jest kandydat do kadry na mistrzostwa świata w 2014,
bo mam nadzieję, że uda nam się awansować. W kadrze na mistrzostwa świata byli przecież świetni bramkarze - Wojciech Szczęsny
i Przemysław Tytoń. Wiele obiecywałem sobie po Bartoszu Białkowskim. Teraz słuch o nim zaginął.

Czy przypadkiem brak sukcesów kolejnych reprezentacji juniorskich i młodzieżowych nie jest związany ze złym systemem szkolenia w
Polsce?

- O złej pracy szkoleniowej możemy mówić na poziomie dzieci. Powiedzenie: "Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał"
jest cały czas aktualne. U nas szkolenie dzieci jest traktowane marginesowo. Nikt się nimi nie przejmuje. Nie patrzy się w naszej piłce
perspektywicznie. Szkolenie to jest jednak bardzo długi proces. Trzeba zatem solidnie zacząć pracować z 6-7-latkami, by myśleć o tym,
żeby znów odnosić sukcesy za kilkanaście lat.

Myśli pan, że takie jednak jeszcze przyjdą?

- Nie chcę umniejszać naszego sukcesu z 2001 roku, ale popatrzmy na to realnie. W 1993 roku mistrzostwo Europy z juniorami zdobył
Andrzej Zamilski. Ja osiągnąłem to ze swoimi zawodnikami w 2001 roku. To są dwa mistrzostwa Europy w ciągu 90 lat w historii
Polskiego Związku Piłki Nożnej. Matematyka pokazuje, że zdobywamy mistrzostwo Europy raz na 45 lat. Pewnie za kilkadziesiąt lat
znów doczekamy się kolejnego sukcesu. Ja już na pewno nie dożyję tego momentu. Jeżeli jednak osiągniemy znów taki sukces, to będzie
on tylko dziełem przypadku, a nie systematycznej pracy szkoleniowej, która jest charakterystyczna dla innych federacji, jak choćby tych w
Hiszpanii, Holandii czy Anglii. W tej chwili naszym narodowym zespołom juniorskim bardzo trudno jest dostać się w ogóle do finałów
mistrzostw Europy. To dla nas na razie jest nieosiągalne.

Rozmawiał - Tomasz Kalemba, sport.onet.pl
=>Stare Motory -> SHL,WFM,WSK,Komar,Romet,Jawa,MZ-ka, i inne => Kupię - Sprzedam - Wymienię ! Oraz ogrom części z epoki PRL.
User avatar
strateg1
 
Posts: 847
Joined: 2007-01-20, 16:58
Location: Rzeszów

Return to Sprawy rózne

Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 1 guest

cron